8 Lama

     Wiktoria wracała do domu. Śpieszyła się ponieważ miała zaplanowane zajęcia na całe popołudnie i wieczór. Nagle zobaczyła przed sobą pięknego owczarka alzackiego z łapami w kolorze, który można określić jako „podpalany” i z dwiema białymi kropkami na czole.
-- Lama! – wyrwało się jej i stanęła jak wryta.

Pies odwrócił łeb w jej stronę jakby nasłuchiwał. W tym momencie nadeszła sąsiadka. Wiktoria odpowiedziała na jej powitanie, a kiedy odwróciła się do psa już go tam nie było.

-- Czyżby mi się przewidziało? – zastanowiła się.

Wróciła do domu i wyciągnęła album ze starymi zdjęciami. Tak, ta mała dziewczynka – to ona Wiktoria. A koło niej Lama. Na drugim zdjęciu Lama w uprzęży ciągnie sanki z małą Wiktorią.

To było w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Ojciec Wiktorii, jako były „kapitalista”,– nie mógł znaleźć pracy w swoim rodzinnym mieście. Podjął więc decyzję o przeniesieniu się do Warszawy. Do czasu otrzymania przydziału na mieszkanie wynajął mały drewniany domek w Zalesiu. Tam późną jesienią, w czasie przejmującego zimna przeniosła się z Płocka cała czteroosobowa rodzina.

Poza rodzicami i starszym bratem był jeszcze pies – owczarek alzacki „Lama” i czarny kot europejski „Milusia”. Lamę jako małego szczeniaka przywiózł do Zalesia Stryj. Kot przywędrował sam. Wiktoria kochała zwierzaki ale nikt nie nauczył jej ostrożności i pewnego razu, kiedy miała cztery lata – pies w czasie zabawy podskoczył i niechcący uderzył ja w nos. Z kolei kot, przytulany zbyt silnie – drapał protestując przeciw nadmiernym, jego zdaniem, przejawom miłości. Mimo to mała Wiktoria uwielbiała zabawy ze „swoimi” zwierzakami.

W niedzielne letnie poranki ojciec zabierał Wiktorię na grzyby. Bardzo lubiła te wyprawy. Ojciec opowiadał zawsze tyle ciekawych rzeczy. Wiktoria uwielbiała też rodzinne spokojne spacery, podczas których zbierało się bukiety chabrów i kąkoli, a Lama biegała radośnie i zachęcała do wspólnej zabawy. Jednak w tej pozornej sielance tkwiła zadra. Wydarzenia, które śniły się jej po nocach. Sprawy o których całe życie próbowała zapomnieć. I nawet wydawało się jej, że zapomniała. Aż do dzisiaj.

Lama. Od czasu do czasu uciekała i nie było jej nawet trzy dni. Kiedy wracała robiła wrażenie zmizerowanej i miała położone żałośnie uszy. Wiktoria cieszyła się z jej powrotu i biegła ją pogłaskać. I wtedy pierwszy raz w życiu zobaczyła zły grymas na twarzy ojca. Kazał się jej odsunąć i wejść do domu. Weszła, a matka szybko zamknęła za nią drzwi. Wtedy Wiktoria posłyszała przeraźliwe skomlenie Lamy. Rzuciła się do okna. Matka odciągnęła ją i kazała usiąść przy stole. Zdążyła jednak zobaczyć jak ojciec z całej siły kopał Lamę po brzuchu. To było przerażające. Wiktoria nie mogła zrozumieć dlaczego. Jej tatuś, który wydawał się jej zawsze wcieleniem dobra i łagodności, który nigdy na nią nawet nie krzyknął – postępował tak brutalnie wobec istoty będącej pod jego opieką.

Minęło bardzo wiele lat. Dzisiaj na ulicy Wiktoria zobaczyła Lamę. Może to był prawdziwy pies, a może złudzenie. Ale wróciło pytanie – dlaczego? Pytanie na które nie ma odpowiedzi.
Wróciła wizja zdarzenia dla którego nie ma usprawiedliwienia.

Autor: Jurata Bogna Serafińska
Opublikowano przez: Jurata Bogna Serafińska
Data publikacji w serwisie: 2007-11-03